szukam Prawdziwego gracza
Moderatorzy: kuba11100, The Viking, Moderatorzy
szukam Prawdziwego gracza
Witam. Na wstępie zaznaczam, że jestem nowy na forum, ale w Knights and Merchants gram od dawna. Zawsze chciałem zagrać w sieci, gdyż poziom rozgrywki z komputerem jest niższy niż z 6-letnim dzieckiem, o czym wszyscy doskonale wiemy. Niestety nie miałem odpowiedniego łącza etc. Teraz to się zmieniło, zatem zarejestrowałem się na tym forum i szukam odpowiedniego przeciwnika
Przeczytałem temat, dotyczący turnieju w KaMa , który odbył się już dawno i spadłem z krzesła na widok następujących "zasad"
" I standardowe ustalenia co do gry rozbudowa godzinę bez zwiedzana czyjejś bazy i atakowania. Nie można chamsko wbijać budowniczym do czyjejś bazy, ani żadnym żołdakiem(czy innym wojakiem) aż minie godzina. [...] Te zasady każdemu kto normalnie gra przez neta powinny już być znane, ale to tylko taka mała kwestia przypomnienia. Nie wyobrażam sobie, żeby turniej mógł być na innych zasadach. "
Co więcej przeczytałem wcześniej wypowiedź, że któryś z Was rozegrał 40 gier w sieci i za każdym razem się rozbudowywał a potem umawiał się na jedną bitwę, której zwycięzca zawsze wygrywał całą rozgrywkę, bo ten drugi poniósł zbyt dotkliwe straty...
I wreszcie trzecie zdarzenia: Dziś miałem wątpliwą przyjemność grać z dwoma osobnikami, którzy byli zbulwersowani faktem, iż zniszczyłem ich bazy przed upływem godziny. Poza tym usłyszałem, że jestem chamski. A gnojek, który ze mną grał nawet nie umiał zdania po polsku napisać a już mnie obrażał. Pewnie nawet nie umie tabliczki mnożenia a pisał, że nie znam jakichś zasad gospodarki...
!!!
To wszystko skłoniło mnie to niniejszej wypowiedzi. Przecież na wojnie właśnie chodzi o to wszystko czego te "zasady" zabraniają.
Ciekawe czy Achajowie pytali się Trojan, czy wypada zakraść się do ich miasta w mitycznym koniu i podbić je? Ciekawe, czy Celtowie dowodzeni przez księcia Brennusa pytali się Rzymian, o której godzinie mogą spalić ich opływające w luksus i przyjemności ukochane miasto, wycinając przy tym i gwałcąc? Ciekawe, czy feldmarszałek Wilhelm von Leeb, pytał się mieszkańców Leningradu czy będą im smakowały psy, które będą jeść, nim odciął im zaopatrzenie w żywność. Ciekawe, czy przeciwnicy Adolfa Hitlera spodziewali się, że zostaną schwytani i zamordowani w nocy z 29 na 30 czerwca 1934 i czy zgłosili ten fakt swoim oprawcom, żądając oswobodzenia.
Zdaję sobie sprawę, że niektóre z powyższych zdarzeń nie pasują do klimatu naszej gry, oraz nie pokrywają się czasowo z KaM, jednak chodzi mi tylko o to aby rozgrywka była C i e k a w a i pasjonująca, a przecież w końcu trudno się w tej grze doszukiwać prawd historycznych.
Może jeszcze zabrońmy w KaMie atakować albo produkować broni, bo to niezgodne z zasadami. To wszystko stanowi sól każdej gry wojennej, jest najbardziej elektryzujące w książkach i filmach poświęconych wojnie.
Chcę, aby rozgrywka była trudna, aby każdy decydował o swojej taktyce i o swym losie, o tym w jakim kierunku będzie rozbudowywał swoją osadę i w jaki sposób chce pokonać przeciwnika. A czego się dowiaduję: że nie mogę zaatakować wroga bo nie minęła godzina ... Przecież to jaki flaki z olejem. Te reguły przypominają mi z lat dzieciństwa takie głosy: "nie można ścinać (ping pong, siatkówka) albo "nie można strzelać z czuba". Zabrońmy szkolić kuszników, bo są zbyt skuteczni albo ciężkiej jazdy, bo jest za szybka. Albo najlepiej zagrajmy z kodami (jeśli są, bo nie wiem), żeby każdy miał wszystkiego w nieskończoność, to nikt nie przegra.
Otóż chciałem oświadczyć, że ja nie gram "normalnie przez neta" i nie zamierzam marnować czasu na temu podobną nudną rozrywkę. Nie podporządkuję się ani jednej z wyżej wymienionych poronionych zasad, a do Was mam pytanie: Czy naprawdę warto sprowadzać tę wspaniałą grę do tak żałosnego banału?
Co zadziwiające tworzy się zasady, które dążą do upodobnienia gry do wersji z komputerem, na którą wszyscy tak narzekają. Przeraziło mnie to tym bardziej, iż chyba nici z mojej prawdziwej przygody w KaMa. Szczerze mówiąc ciekawiej mi się grało z komputerem, bo on przynajmniej miał duże wojsko na początku i trzeba było go gonić.
Apeluję: jeżeli jest na tym forum choć jeden użytkownik (a więcej się nie spodziewam bo nikt nie chce się wychylać) , który podziela moje zdanie i chce zagrać w sposób ciekawy i nieprzewidywalny to zapraszam go do gry. Ponadto zaznaczam, że nie uważam się za guru w tej dziedzinie, ale bardzo lubię tę grę i chciałem wykorzystać jej możliwości do inteligentnej rozrywki, jak widać z dotychczasowych doświadczeń są to płonne nadzieje.
Na nic nie liczę, ale w końcu po to napisałem, więc podaję swoje gg: 4247821
Może ktoś się przełamie, pozdrawiam Rafał
Przeczytałem temat, dotyczący turnieju w KaMa , który odbył się już dawno i spadłem z krzesła na widok następujących "zasad"
" I standardowe ustalenia co do gry rozbudowa godzinę bez zwiedzana czyjejś bazy i atakowania. Nie można chamsko wbijać budowniczym do czyjejś bazy, ani żadnym żołdakiem(czy innym wojakiem) aż minie godzina. [...] Te zasady każdemu kto normalnie gra przez neta powinny już być znane, ale to tylko taka mała kwestia przypomnienia. Nie wyobrażam sobie, żeby turniej mógł być na innych zasadach. "
Co więcej przeczytałem wcześniej wypowiedź, że któryś z Was rozegrał 40 gier w sieci i za każdym razem się rozbudowywał a potem umawiał się na jedną bitwę, której zwycięzca zawsze wygrywał całą rozgrywkę, bo ten drugi poniósł zbyt dotkliwe straty...
I wreszcie trzecie zdarzenia: Dziś miałem wątpliwą przyjemność grać z dwoma osobnikami, którzy byli zbulwersowani faktem, iż zniszczyłem ich bazy przed upływem godziny. Poza tym usłyszałem, że jestem chamski. A gnojek, który ze mną grał nawet nie umiał zdania po polsku napisać a już mnie obrażał. Pewnie nawet nie umie tabliczki mnożenia a pisał, że nie znam jakichś zasad gospodarki...
!!!
To wszystko skłoniło mnie to niniejszej wypowiedzi. Przecież na wojnie właśnie chodzi o to wszystko czego te "zasady" zabraniają.
Ciekawe czy Achajowie pytali się Trojan, czy wypada zakraść się do ich miasta w mitycznym koniu i podbić je? Ciekawe, czy Celtowie dowodzeni przez księcia Brennusa pytali się Rzymian, o której godzinie mogą spalić ich opływające w luksus i przyjemności ukochane miasto, wycinając przy tym i gwałcąc? Ciekawe, czy feldmarszałek Wilhelm von Leeb, pytał się mieszkańców Leningradu czy będą im smakowały psy, które będą jeść, nim odciął im zaopatrzenie w żywność. Ciekawe, czy przeciwnicy Adolfa Hitlera spodziewali się, że zostaną schwytani i zamordowani w nocy z 29 na 30 czerwca 1934 i czy zgłosili ten fakt swoim oprawcom, żądając oswobodzenia.
Zdaję sobie sprawę, że niektóre z powyższych zdarzeń nie pasują do klimatu naszej gry, oraz nie pokrywają się czasowo z KaM, jednak chodzi mi tylko o to aby rozgrywka była C i e k a w a i pasjonująca, a przecież w końcu trudno się w tej grze doszukiwać prawd historycznych.
Może jeszcze zabrońmy w KaMie atakować albo produkować broni, bo to niezgodne z zasadami. To wszystko stanowi sól każdej gry wojennej, jest najbardziej elektryzujące w książkach i filmach poświęconych wojnie.
Chcę, aby rozgrywka była trudna, aby każdy decydował o swojej taktyce i o swym losie, o tym w jakim kierunku będzie rozbudowywał swoją osadę i w jaki sposób chce pokonać przeciwnika. A czego się dowiaduję: że nie mogę zaatakować wroga bo nie minęła godzina ... Przecież to jaki flaki z olejem. Te reguły przypominają mi z lat dzieciństwa takie głosy: "nie można ścinać (ping pong, siatkówka) albo "nie można strzelać z czuba". Zabrońmy szkolić kuszników, bo są zbyt skuteczni albo ciężkiej jazdy, bo jest za szybka. Albo najlepiej zagrajmy z kodami (jeśli są, bo nie wiem), żeby każdy miał wszystkiego w nieskończoność, to nikt nie przegra.
Otóż chciałem oświadczyć, że ja nie gram "normalnie przez neta" i nie zamierzam marnować czasu na temu podobną nudną rozrywkę. Nie podporządkuję się ani jednej z wyżej wymienionych poronionych zasad, a do Was mam pytanie: Czy naprawdę warto sprowadzać tę wspaniałą grę do tak żałosnego banału?
Co zadziwiające tworzy się zasady, które dążą do upodobnienia gry do wersji z komputerem, na którą wszyscy tak narzekają. Przeraziło mnie to tym bardziej, iż chyba nici z mojej prawdziwej przygody w KaMa. Szczerze mówiąc ciekawiej mi się grało z komputerem, bo on przynajmniej miał duże wojsko na początku i trzeba było go gonić.
Apeluję: jeżeli jest na tym forum choć jeden użytkownik (a więcej się nie spodziewam bo nikt nie chce się wychylać) , który podziela moje zdanie i chce zagrać w sposób ciekawy i nieprzewidywalny to zapraszam go do gry. Ponadto zaznaczam, że nie uważam się za guru w tej dziedzinie, ale bardzo lubię tę grę i chciałem wykorzystać jej możliwości do inteligentnej rozrywki, jak widać z dotychczasowych doświadczeń są to płonne nadzieje.
Na nic nie liczę, ale w końcu po to napisałem, więc podaję swoje gg: 4247821
Może ktoś się przełamie, pozdrawiam Rafał
- Michailoff
- Moderator
- Posty: 933
- Rejestracja: 15 paź 2005, 11:05
- Lokalizacja: Kraków
Fajnie, że poruszyłeś tą kwestię, Rafale. Wcześniej się nią nie przejmowałem - nie gram przez sieć w KaM, więc jakoś te wszystkie reguły mi były obojętne.
Ja akurat przez sieć w KaM nigdy nie grałem (i nie zamierzam, bo i tak wiem, że przegram
), jednakże mam już pewne wojaże z gry w StarCrafta. Mogę powiedzieć jedno - jakakolwiek by to nie była gra, nie obowiązują żadne reguły (ups, przepraszam, jest jedna - wyeliminować przeciwnika w najlepszym możliwym stylu
). Sposobów na pokonanie oponenta jest zadziwiająco wiele - a to szybki i zaskakujący rush w pierwszych czterech minutach gry, a to naspawanie czołgów i zmiażdżenie bazy wroga, a to sabotaż jedną drogą jednostką, a to jakiś niespodziewany drop... I nie jest powiedziane, że bazy wydobywcze można zakładać o tej i o tej godzinie (kiedy jest to możliwe, należy to jak najszybciej zrobić - nierzadko kolesie na BN mają po 5-6 expów), że atakować można wtedy i wtedy (bo atak można zrobić i w pierwszych 3-4 minutach gry (szybciej się nie da
) - i nikt się nie pyta o pozwolenie na wejście)... Jak ktoś ma armię i wie, że bitwę wygra - atakuje bez zastanowienia niczym się nie przejmując (bo właśnie o to tu chodzi - atakować zawsze wtedy, kiedy ma się przewagę i osiągnąć przez to zwycięstwo). Przy czym może być kilka takich bitew jednocześnie (bo nie jest powiedziane, że jest tylko jedna potyczka na grę) - wtedy robi się naprawdę ciekawie, bo do dowodzenia armiami trza dołożyć kontrolę nad peonami, produkcją jednostek i ulepszeń (bo te ostatnie są niemal w każdej ważniejszej strategii (nie spotkałem się z nimi jedynie w starszych C&C) - i wszędzie w grze sieciowej są one bardzo, ale to bardzo istotne (a te najważniejsze - wręcz kluczowe), gdyż o zwycięstwie mogą decydować niuanse), stanem bazy (more supply! - a tu miejsca w bazie nie ma...) i zasobami konta (wydawać - na jednostki, ulepszenia, fabryki jednostek) - oczywiście w tym samym czasie (czyli na głowie dobry gracz w SC ma ponad 5 różnych rzeczy na głowie). A nad tym naprawdę trzeba umieć panować (wiem, że to trudne - ja do dziś tego nie potrafię
), by odnosić zwycięstwa (rozegrałem kilkanaście partii na BN - 1 win, 11 defeat - to mówi samo za siebie).
Co do zwiadu - to już jest bardzo śmieszne. Wbić peonem/lekką i tanią jednostką do bazy przeciwnika to nic dziwnego w grach takich, jak SC, czy C&C. Ile razy ja, grając na Battle.net, byłem świadkiem tego, że do mojej bazy wbijał jakiś wojak przeciwnika i odkrywał mi to, co mam w bazie oraz moje położenie, by potem systematycznie korzystać ze specjalnych technologii wyspecjalizowanych wyłącznie w zwiadzie. Ile razy ja tak robiłem... Jakoś nigdy nie pisałem, że jest to nie fair, ani sam tak nie usłyszałem, bo to jest po prostu normalne. Takie informacje, jak rozmieszczenie, liczebność i rodzaj sił oraz wieżyczek są kluczowe dla przebiegu gry, zwłaszcza na początku. Ustalanie jakichś nieformalnych reguł nie ma sensu, gdyż i tak znajdzie się ktoś, kto wykorzysta to dla swych celów zamieniając to na wygraną. A obrażanie się, wyzywanie kogoś itp. nie ma sensu, gdyż na chacie na Battle.net ktoś taki zostałby po prostu wyśmiany i nazwany lamerem (bo taki ktoś to nawet nie jest noob). Nie róbcie więc szopek, gdyż takie reguły sprawiają, że najzwyczajniej w świecie gra traci na najważniejszym - na dynamice rozgrywki - bo i komu się chce czekać godzinę z rzeszą głodomorów na atak... Każdy logiczny postąpiłby w taki sposób. Ale mam takie wyzwanie dla wszystkich KaMowiczów - zagrajcie na Battle.net choć jedną partyjkę zachowując te wasze "zasady" - jestem przekonany, że nie przetrwacie dłużej, niż 15 minut.
I tak, jak to wspomniałem - nie grywam przez sieć w KaM i nie zamierzam tego robić. Chyba, że ktoś rzuci kilkanaście razy rękawicę i będzie nalegał straszliwie o ten pojedynek...
Ja akurat przez sieć w KaM nigdy nie grałem (i nie zamierzam, bo i tak wiem, że przegram
Co do zwiadu - to już jest bardzo śmieszne. Wbić peonem/lekką i tanią jednostką do bazy przeciwnika to nic dziwnego w grach takich, jak SC, czy C&C. Ile razy ja, grając na Battle.net, byłem świadkiem tego, że do mojej bazy wbijał jakiś wojak przeciwnika i odkrywał mi to, co mam w bazie oraz moje położenie, by potem systematycznie korzystać ze specjalnych technologii wyspecjalizowanych wyłącznie w zwiadzie. Ile razy ja tak robiłem... Jakoś nigdy nie pisałem, że jest to nie fair, ani sam tak nie usłyszałem, bo to jest po prostu normalne. Takie informacje, jak rozmieszczenie, liczebność i rodzaj sił oraz wieżyczek są kluczowe dla przebiegu gry, zwłaszcza na początku. Ustalanie jakichś nieformalnych reguł nie ma sensu, gdyż i tak znajdzie się ktoś, kto wykorzysta to dla swych celów zamieniając to na wygraną. A obrażanie się, wyzywanie kogoś itp. nie ma sensu, gdyż na chacie na Battle.net ktoś taki zostałby po prostu wyśmiany i nazwany lamerem (bo taki ktoś to nawet nie jest noob). Nie róbcie więc szopek, gdyż takie reguły sprawiają, że najzwyczajniej w świecie gra traci na najważniejszym - na dynamice rozgrywki - bo i komu się chce czekać godzinę z rzeszą głodomorów na atak... Każdy logiczny postąpiłby w taki sposób. Ale mam takie wyzwanie dla wszystkich KaMowiczów - zagrajcie na Battle.net choć jedną partyjkę zachowując te wasze "zasady" - jestem przekonany, że nie przetrwacie dłużej, niż 15 minut.
I tak, jak to wspomniałem - nie grywam przez sieć w KaM i nie zamierzam tego robić. Chyba, że ktoś rzuci kilkanaście razy rękawicę i będzie nalegał straszliwie o ten pojedynek...
Crimson (king) Michailoff
No dobra to może ja się wypowiem żeby usprawiedliwić te "nudne i banalne zasady"
.
Godzina sojuszu jest po to aby nie było takich sytuacji jak wchodzenie jednym żołdakiem do czyjejś bazy i robienie tam burdelu. Jeżeli mamy walczyć na pojedyncze żołdaki to ja dziękuję... Bo taka gra jak ty mówisz wyglądałaby mniej więcej tak:
-szkoła
-gospoda
-kamieniołomy
-drwale
-tartaki
-warsztat płatnerski
-warownia
i dopiero potem jedzenie i reszta.
Kto prędzej zrobi jednego żołdaka ten wygrywa. Takie gry są czasem grane(kiedyś sam tak robiłem i uwierz mi, że i ja nie miałem z tego jakiejś większej frajdy, a i mój przeciwnik nie był zadowolony z takiej gry, i to nie dlatego, że przegrał), ale większość preferuje walki z jakąś konkretną armią niż bitwy żołdaków na początku(które zależą od tego który żołdak prędzej uderzy). To jest moje zdanie i myślę, że nie tylko moje.
PS.Co do wara:w Warcrafcie gra opiera się głównie na tworzeniu wojska. Tam wszystko powstaje szybko i sprawnie i w 30 minut można mieć niezłą bazę. W kamie rozbudowa trwa dużo dłużej. Tu trzeba wszystko dokładnie rozplanować żeby nie było korków, a sama budowa miasta trwa o wiele dłużej niż w warze.
Więc myślę, że porównywanie tych dwóch gier jest niezbyt trafne w kontekście gry przez sieć.
Godzina sojuszu jest po to aby nie było takich sytuacji jak wchodzenie jednym żołdakiem do czyjejś bazy i robienie tam burdelu. Jeżeli mamy walczyć na pojedyncze żołdaki to ja dziękuję... Bo taka gra jak ty mówisz wyglądałaby mniej więcej tak:
-szkoła
-gospoda
-kamieniołomy
-drwale
-tartaki
-warsztat płatnerski
-warownia
i dopiero potem jedzenie i reszta.
Kto prędzej zrobi jednego żołdaka ten wygrywa. Takie gry są czasem grane(kiedyś sam tak robiłem i uwierz mi, że i ja nie miałem z tego jakiejś większej frajdy, a i mój przeciwnik nie był zadowolony z takiej gry, i to nie dlatego, że przegrał), ale większość preferuje walki z jakąś konkretną armią niż bitwy żołdaków na początku(które zależą od tego który żołdak prędzej uderzy). To jest moje zdanie i myślę, że nie tylko moje.
PS.Co do wara:w Warcrafcie gra opiera się głównie na tworzeniu wojska. Tam wszystko powstaje szybko i sprawnie i w 30 minut można mieć niezłą bazę. W kamie rozbudowa trwa dużo dłużej. Tu trzeba wszystko dokładnie rozplanować żeby nie było korków, a sama budowa miasta trwa o wiele dłużej niż w warze.
Więc myślę, że porównywanie tych dwóch gier jest niezbyt trafne w kontekście gry przez sieć.
- Michailoff
- Moderator
- Posty: 933
- Rejestracja: 15 paź 2005, 11:05
- Lokalizacja: Kraków
I dlatego właśnie istnieje coś takiego, jak obrona wieżyczkowa. Widząc to - wróg z pewnością nie zaatakuje jednym-dwoma żołdakami, tylko uzbiera większą armię (co możesz wykorzystać ty robiąc ciężki przemysł, budując jakiegoś expa etc.). Jeśli chodzi o wyścig - kto szybciej zrobi żołdaka - jeśli ktoś preferuje szybkiego rusha paroma żołdakami - proszę bardzo, nie zabraniam - niech tylko ten ktoś się liczy z tym, że natknie się na jedną-dwie wieże i nierzadko zabójczą w skutkach kontrę. Zresztą - nikt głupi nie będzie posyłał jednego żołdaka na bazę wroga (chyba, że w celach zwiadowczych - ale jak wróg zaprasza do siebie brakiem obrony wieżyczkowej - czemu by nie skorzystać z tego?). Co do taktyki - ta zależy od ciebie - możesz atakować i zaryzykować pójście w żołdactwo licząc się z tym, że jeśli rush ci nie wyjdzie - możesz stracić inicjatywę, a możesz też zająć się naspawaniem ciężkich jednostek przyjmując taktykę defensywną 3-4 wieżyczek w ważnych miejscach w bazie + skromne wsparcie żołdactwa na początek. Jeśliś jest wytrawny gracz - każdą sytuację musisz uwzględnić w swej taktyce i postarać zamieniać się ją na zwycięstwo.Kamyk pisze:No dobra to może ja się wypowiem żeby usprawiedliwić te "nudne i banalne zasady".
Godzina sojuszu jest po to aby nie było takich sytuacji jak wchodzenie jednym żołdakiem do czyjejś bazy i robienie tam burdelu. Jeżeli mamy walczyć na pojedyncze żołdaki to ja dziękuję... Bo taka gra jak ty mówisz wyglądałaby mniej więcej tak:
-szkoła
-gospoda
-kamieniołomy
-drwale
-tartaki
-warsztat płatnerski
-warownia
i dopiero potem jedzenie i reszta.
Kto prędzej zrobi jednego żołdaka ten wygrywa. Takie gry są czasem grane(kiedyś sam tak robiłem i uwierz mi, że i ja nie miałem z tego jakiejś większej frajdy, a i mój przeciwnik nie był zadowolony z takiej gry, i to nie dlatego, że przegrał), ale większość preferuje walki z jakąś konkretną armią niż bitwy żołdaków na początku(które zależą od tego który żołdak prędzej uderzy). To jest moje zdanie i myślę, że nie tylko moje.
Tu chodzi mi o coś więcej. Zarówno w WarCrafcie, jak i StarCrafcie (ten sam, od wielu lat oklepany model rozgrywki) mimo niesamowitej dynamiki rozgrywki bitwy początkowe, z udziałem mięsa armatniego to rzecz normalna. Odkrywane są też zresztą coraz to nowe taktyki pozwalające na coraz szybsze budowanie bazy, spawanie jednostek itp... Przy czym nie ma czasu zastanawiać się, gdzie postawić daną strukturę - trzeba myśleć bardzo szybko. W KaM-ie tego zróżnicowania taktyk początkowych brakuje (jest jeden wyklepany schemat, który powielany jest w kółko), dlatego pora nadrobić zaległości. Dziś może siądę do starego, poczciwego KaMca (ostatnio grywałem w DII) i postaram się w jak najszybszym czasie na lekko zmienionej mapie Górska Ściana (zmienione - formacje obronne rywala, dodatkowe zapasy w jego magazynach, brak jazdy w moich szeregach) zbudować efektywnie działającą osadę uwzględniając takie elementy, jak:Kamyk pisze:PS.Co do wara:w Warcrafcie gra opiera się głównie na tworzeniu wojska. Tam wszystko powstaje szybko i sprawnie i w 30 minut można mieć niezłą bazę. W kamie rozbudowa trwa dużo dłużej. Tu trzeba wszystko dokładnie rozplanować żeby nie było korków, a sama budowa miasta trwa o wiele dłużej niż w warze.
Więc myślę, że porównywanie tych dwóch gier jest niezbyt trafne w kontekście gry przez sieć.
-obrona wieżyczkowa (co najmniej dwie dobrze ulokowane wieże)
-sprawna komunikacja (brak korków, dostatnia liczba pomocników, dobre usytuowanie spichrzy i gospód)
-możliwość szybkiego szkolenia jednostek lekkich i/lub ciężkich
-możliwość zwiadu
-podstawowe zaopatrzenie w żywność i złoto
-co najmniej jedno expo (prawdopodobnie w pobliżu oddalonych złóż materiałów przemysłowych, ma zawierać podstawowe elementy takiej bazy wydobywczej, czyli obronę, spichrz, gospodę i efektywność działania).
Jeżeli nie uda mi się rozbudować tego w czasie poniżej godziny - przyznam wam, weterani sieciowi rację. Jeżeli mi się uda - być może wyzwę kogoś na duela w KaM.
P.S. 30 minut to aż nadto czasu w Warcu, czy SC na rozbudowanie bazy + 1-2 expów i naspawanie solidnej armii (w StarCrafcie nierzadko z użyciem lotnictwa) typowej dla średniej fazy gry z dołożeniem do tego jeszcze kilkunastu ulepszeń (tych mniej, bądź bardziej ważnych). Z tego, co czytałem na stronkach o SC, wyprodukowanie pierwszego terran marine zajmuje 2 minuty 45-50 sekund, protoss zealota robi się najszybciej w 3 minuty i 20 sekund, na zerglinga zergów niestety nie mam statystyk :/ (ale to jest gdzieś około 2 min 50 sek, jednak w tym czasie tworzą się dwa pieski, stąd zergling rush jest najszybszy). Natomiast czas wyprodukowania battlecruisera (przedstawiciel ciężkiego lotnictwa u terran) to w teorii 400 sekund (jednak w praktyce jest to więcej, bo nie są tu uwzględnione supply depots ani jakakolwiek obrona). Dla porównania - pierwszy żołdak to przy odrobinie szczęścia 25-30 minut (ale bez jedzenia i złota - stąd ogromne ryzyko takiego rusha).
Crimson (king) Michailoff
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której o zwycięstwie w rozgrywce pomiędzy wyrównanymi zawodnikami decyduje jeden żołdak, bądź ich garstka. Zwróć uwagę, że każda osada nawet najmniejsza od początku potrzebuje obrońców. Wystarczy ich wyrekrutować. A w tym układzie obrońca zawsze ma przewagę, gdyż napastnik musi znaleźć jego bazę, pokonując przy tym szmat drogi, co daje czas na przygotowanie obrony. Nie wspomnę już o istnieniu w KaM wież obronnych i o tym, że wyrekrutowanie łuczników zajmuje nieco więcej czasu, więc początkowy oddział żołdaków przy dobrym przeciwniku jest skazany na porażkę. Ja natomiast opisuję sytuację, w której moi przeciwnicy nie mieli żadnych oddziałów a ja posiadałem kilkunastu żołdaków i cały czas szkoliłem, posiadając jeszcze około 20 toporów, takie zaniedbanie musi zostać należycie wynagrodzone...
Dobrze opisał to kolega powyżej.. na wojnie i w miłości wszystko dozwolone, na szczęście znalazł się ktoś chętny na taką grę. Trzeba wykorzystać słabość przeciwnika, a szanse od pierwszej sekundy do ostatniej są w KaM wyrównane.
Dobrze opisał to kolega powyżej.. na wojnie i w miłości wszystko dozwolone, na szczęście znalazł się ktoś chętny na taką grę. Trzeba wykorzystać słabość przeciwnika, a szanse od pierwszej sekundy do ostatniej są w KaM wyrównane.
Kiedyś próbowałem obronić budynki wieżyczkami jednak jest to niewykonalne, bo a)dodatkowe jedzenie wydane na rekrutów(w grach sieciowych jedzenia jest mało i trzeba się spieszyć*) i b) nie wszystkie budynki i drogi da się idealnie obronić wieżami chociażby leśniczówki, które muszą być w jakimś odstępie od siebie i czasem od miasta jak są daleko drzewa na przykład.
Bo wystarczy, że taki żołdak stanie na byle jakiej drodze i już wyrżnie Ci połowę pomocników(patrz punkt b). Oto dlatego rush w kamie to przesada. Bunkrowanie jest nieopłacalne, natomiast jak już mówiłem walki pojedynczych żołdaków i wyścigi "kto pierwszy zrobi toporek", przynajmniej dla mnie, to nuda.
*mówię o grach z początkowym stanem posiadania ustawionym na "Nic".
@rom:na znalezienie bazy wroga jest łatwy sposób. Wystarczy wcisnąć w menu poleceń komendę ataku i jeździć po mapie aż pojawi się mieczyk. No dobra może faktycznie jeżeli przeciwnik jest daleko to zdoła się obronić, ale co jeżeli jest w miarę blisko? Wtedy jest po grze. Przypominam także, że żołdak ma opcję szturmu
.
Bo wystarczy, że taki żołdak stanie na byle jakiej drodze i już wyrżnie Ci połowę pomocników(patrz punkt b). Oto dlatego rush w kamie to przesada. Bunkrowanie jest nieopłacalne, natomiast jak już mówiłem walki pojedynczych żołdaków i wyścigi "kto pierwszy zrobi toporek", przynajmniej dla mnie, to nuda.
*mówię o grach z początkowym stanem posiadania ustawionym na "Nic".
@rom:na znalezienie bazy wroga jest łatwy sposób. Wystarczy wcisnąć w menu poleceń komendę ataku i jeździć po mapie aż pojawi się mieczyk. No dobra może faktycznie jeżeli przeciwnik jest daleko to zdoła się obronić, ale co jeżeli jest w miarę blisko? Wtedy jest po grze. Przypominam także, że żołdak ma opcję szturmu
No nie wiem. Jednak chyba wolę zamiast tracić czas na żołdaków do obrony, zrobić ich więcej później albo zrobić przemysł żelazny oparty na chlebie w grze z godzinnym sojuszem
. Chociaż może i faktycznie takie gry jak mówisz mogą być ciekawe... Chociaż przyznam, że nie grałem wiele gier na fast żołdak. Większość z nich wyglądała tak, że albo jeden albo drugi atakował pojedynczymi żołdakami, a drugi to odpierał i w ogóle nie były rozwijane miasta, bo cały czas walczyliśmy
.
Pomysł nie jest zły, ale wszystko ważne zostało wymienione;] Gra na żołdaki nie fajna, nie spotkałem się jeszcze z wyrównaną walka zołdaków- albo ginę ja, albo wróg. Zreszta to gra na nerwówkę , a takich nie lubię, choć sądze że byłbym w to niezły.
Kamyku, pamiętasz, jak mogłem cie fajnie złatwić ze złotem w jednej misji? Zabudowałem Ci wszystkie miejsce w twym złocie swoimi obręczami. W takim przypadku wygrana była w kiszenie. Ale co to za frajda z takiego zwycięstwa? zburzyłem je( ale się wtedy uśmiałem do łez
) i zostalem potem honorowo zjechany przez masę żelastwa.
Wg mnie lepsza dłuższa gra, gdzie mozna sie wykazać umiejetnosciami ekonomicznymi, jak i militarnymi, ale cóż, są różne gusta.
Kamyku, pamiętasz, jak mogłem cie fajnie złatwić ze złotem w jednej misji? Zabudowałem Ci wszystkie miejsce w twym złocie swoimi obręczami. W takim przypadku wygrana była w kiszenie. Ale co to za frajda z takiego zwycięstwa? zburzyłem je( ale się wtedy uśmiałem do łez
Wg mnie lepsza dłuższa gra, gdzie mozna sie wykazać umiejetnosciami ekonomicznymi, jak i militarnymi, ale cóż, są różne gusta.