Co do płyt z muzyką kupowałem tylko i wyłącznie na wyprzedażach. Można bylo coś znaleźć za 5-20 złMichailoff pisze:(...)
Stop ACTA!
Moderatorzy: kuba11100, The Viking, Moderatorzy
- janosiczek
- Użytkownik Forum
- Posty: 698
- Rejestracja: 05 paź 2011, 10:03
Re: Tym razem o muzyce
- Ciemnozielony
- Użytkownik Forum
- Posty: 254
- Rejestracja: 02 sie 2011, 17:56
- Lokalizacja: Nie podam! HAHAHAHAHA!
Gdybym miał tylko kupować płyty, nie miałbym wielu rzeczy. Nie mógłbym zgrać sobie piosenki na telefon czy MP-trójkę, albo posłuchać jej w wolnej chwili, gdybym nie miał discmana albo czegoś podobnego.
Poza tym, ilu ludzi byłoby na tyle durnymi, żeby kupić płytę, na której z dwudziestu kilku utworów podoba im się li i tylko trzy?
Poza tym, ilu ludzi byłoby na tyle durnymi, żeby kupić płytę, na której z dwudziestu kilku utworów podoba im się li i tylko trzy?
Czy jeśli poruszając się z prędkością dźwięku osiągniesz pułap prędkości światła dwukrotnie załamując tym czasoprzestrzeń, to czy będzie miał dwa pierwiastki z trzech ziemniaków więcej niż suma sedesów w domu Billa Gates'a?
d(._.)b
d(._.)b
- ChrisEggII
- Użytkownik Forum
- Posty: 453
- Rejestracja: 30 lip 2010, 14:57
- Lokalizacja: Hajnówka/Białystok
Jestem całkowicie przeciw. Materiał składający się na czyiś album tworzy zarazem na nim integralną całość, bez możności odseparowywania pojedynczych kompozycji. Jak by to wyglądało, gdyby konsumenta interesowały tylko wybrane dzieła, reszta zaś zostałaby zamieciona pod dywan? Ileż nieodkrytych utworów, mniej popularnych, osobliwych na swój sposób, zostałoby skrzywdzonych. Klient powinien zatem mieć świadomość, że kupując krążek, kupuje autorski wszystek, jaki się na nim znajduje. Ma zarazem przeczucie, że nie będzie sytuacji, w której przypadnie mu do gustu całe sto procent tejże zawartości. Nauczy się akceptować wybrane utwory, tudzież stronić od tych nie przemawiających doń. Jest to podejście bardziej ludzkie, zmieszane z dojrzałą wyrozumiałością odbiorcy. Ale całość wówczas pozostanie całością. Po to jest tworzony album, aby przedstawić okres artysty, w jakim ten wykreował sobie świat. I ten świat przedstawia na tylu i tylu utworach i piosenkach na materiale ujętym w takie i takie ryzy. Kwestia największych przebojów rzuca inne światło na fakty. Jednakowoż byle radio zaspokoiłoby żądze konsumenckie. Jest też sieć - dla tych o chudszym portfelu i z niezaspokojonymi gustami.
- Michailoff
- Moderator
- Posty: 933
- Rejestracja: 15 paź 2005, 11:05
- Lokalizacja: Kraków
...i ja się z tym zgadzam. Są albumy nagrane w taki sposób, że ludzką niemożliwością jest odseparowanie jednego kawałka od całości, gdyż zuboża to autorskie dzieło o sporo ponad 50%! Przykładem jest chociażby legendarne The Wall autorstwa Pink Floyd. Poza może trzema kawałkami, które w miarę zgrabny sposób można wyciągnąć z płyty (Another Brick in the Wall part 2, Comfortably Numb, Run Like Hell), reszta jest nie do ruszenia. To klasyczny koncept album, wyciąganie czegokolwiek innego z tej płyty poza wymienionymi trzema utworami rozsadza ją w drobny mak.
Owszem, są też kapele, których płyty są bardzo nierówne. Chociażby Queen - mistrzowskie utwory (które wyłowić jest bardzo łatwo w ogromnej ilości) bywają poprzetykane zwykłymi zapchajdziurami - na szczęście utworów genialnych jest duuuużo więcej, niż tych mających za zadanie zapełnić album
Owszem, są też kapele, których płyty są bardzo nierówne. Chociażby Queen - mistrzowskie utwory (które wyłowić jest bardzo łatwo w ogromnej ilości) bywają poprzetykane zwykłymi zapchajdziurami - na szczęście utworów genialnych jest duuuużo więcej, niż tych mających za zadanie zapełnić album
Crimson (king) Michailoff
Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że piosenki są integralną częścią albumu. Osobiście nie słucham prawie (z małymi może wyjątkami) takich "klasyków" jak Pink Floydzi, ale uważam, że jeśli piosenka dobrze brzmi, to i power metal może iść zaraz po punk rocku i będą się ze sobą komponować. Bo jedna i druga wpada w ucho. Co więcej, z rzadka jestem w stanie przesłuchać całą płytę (np. Death Magnetic: ponad godzina zdrowego napieprzania po uszach- ciężko wytrzymać) bez żadnych urozmaiceń. Jak już napisałem- dobra piosenka obroni się sama- nie potrzebne jej żadne wsparcie.
- ChrisEggII
- Użytkownik Forum
- Posty: 453
- Rejestracja: 30 lip 2010, 14:57
- Lokalizacja: Hajnówka/Białystok
No i ja się zgadzam z Mixxerem. Ja jak chcę posłuchać muzyki, to włączam tą, którą akurat chcę posłuchać i mnie nie obchodzi to, że muzyka jest przedłużana jedynie po to, aby wprowadzić w nastrój do następnego kawałka. Ja jak chcę jakiegoś konkretnego utworu, to interesuje mnie tylko on, a nie jakieś następne. I ja też nie słucham takich zespołów które "muszę" znać. Dlaczego niby ktoś ma prawo twierdzić, że ten kto słucha np. Hendrixa to zna się na muzyce, a ci co go nie lubią już nie? Każdy może mieć inny gust muzyczny.
- Michailoff
- Moderator
- Posty: 933
- Rejestracja: 15 paź 2005, 11:05
- Lokalizacja: Kraków
Taka też jest cecha większości singli... Można puścić indie rock zaraz po hip-hopie i może się okazać, że świetnie się to zgrywa. Ale ja zdania nie zmieniam - część kawałków owszem, obroni się sama (zwłaszcza, jeśli płyta jako całość jest słaba), ale znakomita większość zdecydowanie lepiej się broni "zespołowo" - za pomocą albumu lub dzięki ustalonej lata temu setliście, odgrywanej na każdym występie (choćby Illusion - ich repertuar kawałków granych na koncertach taki sam był 15 lat temu, bardzo podobny jest teraz).
Co do klasyków - są zarówno gatunki muzyczne słuchane przez dość wąską grupę ludzi - i klasyki z tego gatunku są znane tylko w tym środowisku (na przykład tradycyjne melodie ludowe). Są jednak pewne tak utarte utwory, które przewijają się tak często, że wypada znać chociaż ich tytuły oraz autorów. Jestem przekonany, że gdyby puścić grupie ludzi o dość szerokich horyzontach muzycznych na przykład (kolejność i dobór artystów czysto przypadkowa): Mozarta, Czajkowskiego, Chopina, Roberta Johnsona, Hendrixa, Nirvanę, Metallikę czy Boba Marleya - większość z tych osób rozpoznałaby wszystkich autorów bezbłędnie. Od razu jednak zaznaczam - nie chodzi mi od razu o słuchanie klasyków, które ludziom mogą się nie podobać - chodzi mi li jedynie o pewną orientację w szeroko ujętym środowisku muzycznym, o wiedzę, co uznawane jest powszechnie za klasyki.
Co do klasyków - są zarówno gatunki muzyczne słuchane przez dość wąską grupę ludzi - i klasyki z tego gatunku są znane tylko w tym środowisku (na przykład tradycyjne melodie ludowe). Są jednak pewne tak utarte utwory, które przewijają się tak często, że wypada znać chociaż ich tytuły oraz autorów. Jestem przekonany, że gdyby puścić grupie ludzi o dość szerokich horyzontach muzycznych na przykład (kolejność i dobór artystów czysto przypadkowa): Mozarta, Czajkowskiego, Chopina, Roberta Johnsona, Hendrixa, Nirvanę, Metallikę czy Boba Marleya - większość z tych osób rozpoznałaby wszystkich autorów bezbłędnie. Od razu jednak zaznaczam - nie chodzi mi od razu o słuchanie klasyków, które ludziom mogą się nie podobać - chodzi mi li jedynie o pewną orientację w szeroko ujętym środowisku muzycznym, o wiedzę, co uznawane jest powszechnie za klasyki.
Crimson (king) Michailoff
