Zagubieni Wikingowie (The Lost Vikings)

Miejsce na dyskusje "off-topic"

Moderatorzy: kuba11100, The Viking, Moderatorzy

Odpowiedz
Kheli
Administrator Forum
Administrator Forum
Posty: 3391
Rejestracja: 03 wrz 2005, 11:20
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Zagubieni Wikingowie (The Lost Vikings)

Odpowiedz z cytatem

Post autor: Kheli »

Temat ten dedykuję Michailoffowi, zaiste wielkiemu fanowi tegoż Blizzardowego tworu.

Gra powstała w 1993 roku i wyszła z rąk firm Sylicone & Synapse, oraz Interplay. Autorzy w dość humorystyczny sposób przedstawili mały światek pikselowych wikingów, którzy powróciwszy ze zwykłego polowania zostają zaskoczeni niezwykłą nocną wizytą w swojej wiosce. Otóż zostają nagle porwani przez kosmitę imieniem Tomator (Pomidorator) i przetransportowani na statek kosmiczny o nazwie "Croatian" (Grzankowiec), by stać się główą atakcją w kosmicznej społeczności. Naszymi trzema dzielnymi bohaterami (których poprzez trzydzieści-dziewięć poziomów będziemy prowadzić do miejsca z napisem "Wyjście") są:

Szybki Eryk - przewodniczący w Wikingowej bandzie, który posiadł umiejętność biegania, skakania, oraz rozbijania ścian za pomocą głowy. Charakteryzuje się długą czerwoną brodą i dziarskim spojrzeniem.
Baelog Twardziel - najbardziej bojowniczy wojownik w tym oryginalnym trio. Dzięki jego sile i odwadze, niejeden przeciwnik polegnie przebity jego strzałą, lub przeszyty mieczem. Charakteryzuje się żółtą brodą, oraz muskułami, które pręży przed graczem co pare minut.
Gruby Olaf - zdecydowanie najbardziej tęgi z nich wszystkich. Dzięki jego wielkiej tarczy, nasi bohaterowie (prawie) zawsze są bezpieczni u jego boku. Oprócz zapewniania schronienia towarzyszom, Olaf używa swojej tarczy jako spadochronu. Charakteryzuje się wielgachnym brzuchem i jęzorem wiecznie wywalonym na zewnątrz (lubi dłubać w nosie i oglądać swoje smarki).

Wikingowie z początku prowadzeni korytarzami statku kosmicznego przez czerwonego, przyjaznego kosmitę zwanego Aftiek docierają do pierwszego z dziwnych światów, przez który przyjdzie im przejść by dowiedzieć się, kto ściągnął ich w to jakże dalekie od wikingowej wioski miejsce. Światem pierwszym jest Prehistoria. Nasi woje muszą przebyć nieprzebytą dotąd dżunglę, jaskinię, bagna i wulkan, oraz stawić czoła wielkim ślimakom, niebieskim/czerwonym jaszczurkom, oraz turlającym się jaskiniowcom. Gdy docierają do magicznego portalu, teleportowani są całą trójką do kolejnego dziwnego światka - Starożytnego Egiptu.

Lądując na pustyni, nie mają pojęcia że zło czające się w starożytnych piramidach nie śpi i jest gotowe zastawić liczne pułapki na nieroztropnych wędrowców. A w piramidach czekają na śmiałków do pokonania liczne mumie, które jednym dotknięciem mogą dołączyć jednego z naszych wikingów do swojego zabandażowanego grona; egipcjanie którzy swoimi skokami mogą przeskoczyć całą trójkę wikingów stojącą obok siebie; oraz skorpiony, które trującymi pociskami z żądła strzelają we wszystkie strony, byle ugodzić ofiarę. Nie byle gratka dla Eryka, Baeloga i Olafa.

Kolejnym wyzwaniem jest Ekscentryczny Świat, w którym dziwów spotkać można tysiąc, a poziom zagadek wzrasta, choć pułapek jest zdecydowanie mniej. Oprócz istnie dziwacznych kolorów światek ten przybiera postać krainy czekolady, w której słodyczy jest od groma, a zamiast bohaterów topić w dżunglowej wodzie, można tego dokonać w czekoladzie. Występują tu również istotki o wyglądzie bezrękich aligatorów (?) w pasiastych szalikach i plujących niebieskimi nutkami (!), jak również wikingowie wyglądem i umiejętnościami przypominających Baeloga Twardziela; tudzież spotkać można skaczące łapki z piłeczką w dłoni, rzucające w naszych wikingów... sobą.

Ostatnim obcym miejscem, do którego zostaną teleportowani wikingowie, jest Fabryka (jednak nie czekolady). W miejscu tym, jak to mawiali galowie, nie tylko niebo może spaść na głowę. Wielgachne młoty uderzające w ziemię nie wiadomo dlaczego, stanowią naszym towarzyszom dużą przeszkodę, na której obejście trzeba wymyślić skuteczny sposób. Przyjdzie nam pojedynkować się w wytworami techniki, odpornymi na zwykłe ciosy robotami, czy też latającymi puszkami sypiącymi śniegiem (śniegowce?), albo jeżdżącymi kulami z ostrymi jak brzytwa zazębieniami. Przeciwnicy niczego sobie, zwłaszcza że ich poziom wytrzymałości znacznie się podniósł, jeśli porównywać go z pierwszym poziomem trudności.

Ostatecznie wracamy na statek kosmiczny, by stawić czoła samemu kapitanowi, który nie kryje zaskoczenia z naszego dotarcia aż do jego kwater głównych. Jak to ma w zwyczaju czarny charakter, najpierw nam ujada gdy jesteśmy daleko, a gdy już pukamy mu do drzwi, to panikuje i chce z nami walczyć desperacko. Po wyeliminowaniu zielonego gagatka i po przypadkowym uruchomieniu przez Olafa sekwencji samozniszczenia statku, migiem teleportujemy się do rodzinnej wioski, w której wikingowie mają żonom i dzieciom do opowiadania mnóstwo historii, zaś na zakończenie, graczom w czasie napisów końcowych odstawiają niezapomniane rockowe koncercisko.
Ostatnio zmieniony 31 paź 2008, 18:42 przez Kheli, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Michailoff
Moderator
Posty: 933
Rejestracja: 15 paź 2005, 11:05
Lokalizacja: Kraków

Odpowiedz z cytatem

Post autor: Michailoff »

Khelben pisze:Się naprodukowałem. Widać na próżno. Nawet pan M. zawiódł.
Miałem napisać, ale gdy coś skleciłem, materiał niestety przepadł. I jakoś tak nie nabierała mnie ochota na pisanie w tym temacie. Mogę jednak powiedzieć jasno - bardzo fajna oldschoolowa gierka. Nigdy jej co prawda nie przeszedłem całej, ale bardzo ją sobie cenię. Nie tylko dlatego, iż to była, która wyszła z kuźni Blizzarda jako druga w historii i w nią grałem. Jest to po prostu ciekawa opowieść o... Zresztą - Khelben napisał już co trza ;). Ja mogę ze swej strony dodać, że w 1995 roku wyszedł sequel tej gry. Nie był on jednak tak udany, jak Lost Vikings I, ale i tak było dobrze. Tą część gry Blizzard wydał tylko na Game Boya i SNES, zaś resztą zajęła się firma Beam Software.


//Ktoś skasował mego posta, którego zacytowałeś.
//Khelben
Crimson (king) Michailoff
Kheli
Administrator Forum
Administrator Forum
Posty: 3391
Rejestracja: 03 wrz 2005, 11:20
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Odpowiedz z cytatem

Post autor: Kheli »

W SNES'ową wersję Wikingów II grałem, jednakże niestety nie do końca obczaiłem scenariusz (ściąga się niemieckie wersje gier to ma się problem). Przeszedłem giery połowę w marcu tego roku i stwierdzam że mimo iż nie dowórnuje pierwowzorowi, w tą kontynuację naprawdę warto zagrać. Nasi Wikingowie przybierają nowe formy - cyborgów po fakcie jak zostają porwani ponownie przez Tomatora. Trzech kamratów wymyka mu się, jednak niestety przypłacając to cofnięciem się w czasie. Przez różne epoki za sprawą czarodziejek, wróżek, mędrców i innych napotkanych ludzi coraz dalej posuwają się w czasie, by wrócić do swojej epoki. W finale oczywiście potyczka z Tomatorem, ponoć trudniejsza. Ale i na to jesteśmy przygotowani, ponieważ nasi bohaterowie zyskali nowe - równie oryginalne - umiejętności, oraz dwóch nowych druhów poznanych w trakcie rozgrywki. Po unicestwieniu Tomatora wątek się rozwiązuje. Okazuje się, że w środku "robota" zwanego Tomatorem siedział wiecznie znudzony chłopiec z wioski Wikingów, który ponoć w pierwszej części również stał za porwaniem Eryka, Baeloga i Olafa. Powodem była oczywiście nuda i chęć zabawienia się kosztami naszych przyjaciół. W efekcie jak to ujął Olaf: ów młodocianyprzestępca miał pójść bez kolacji do łóżka. Typowo humorystyczne zakończenie, jak na humorystyczną grę przystało.

Jeżeli chodzi o muzykę, autorem jej jest już ktoś inny, co znacznie odbiło się na jakości utworów. Nie mamy już jasnych melodi, które dziesięć minut po rozgrywce jeszcze się pamięta do tego stopnia, że można fragment zanucić pod nosem. Ciekawą rzeczą jest to, że w grze nie ma już tylu przydatnych rzeczy do znalezienia, co w poprzedniej części. Brakuje tu kluczy, otwierających przejścia, oraz żarła, dzięki któremu uzupełniamy punkty wytrzymałości. Potworki również się zmieniły, są bardziej płynne i nie wyglądają groźnie, choć straciły swój urok. Z całą pewnością stały się szersze i mniej ciekawe. Pułapki jednakże przybrały na pomysłowości i oryginalności. Nie sądzę, by Wikingowie z części pierwszej poradzili sobie ze swymi starymi umiejętnościami tutaj. A jakież nowe umiejętności posiadli nasi twardziele? Eryk nauczył się pływać, oraz dostał umiejętność wynurzania się z wody niczym latająca ryba. Oprócz tego nadal może biegać i skakać, niczym Axl Rose po pijaku na scenie w zespole GN'R. Baelog stracił coprawda swój łuk, ale może (mimo że na mniejszą odległość) używać swojej metalowej łapy na sprężynie do uderzania, oraz chwytania przedmiotów niedostępnych innym bohaterom. Nadal oczywiście może machać swoim mieczem. Autorzy pomyśleli i skombinowali mu gwiezdny miecz by urozmaicić potyczki. Gruby Olaf posiadł zdolność pokonywania niewielkich dziur w podłodze za pomocą... puszczania bąków, które zdecydowanie na moment podnoszą go ponad ziemię. Oprócz tego jako jedyny potrafi zmniejszyć swój rozmiar i udać się do przejść, przez jakie reszta postaci się nie przedostanie. Swej tarczy dalej używa jako spadochronu. Jedną z nowych postaci, jaką możemy grać (w zastępstwie jednego z Wikingów) jest brązowy wilkołak (jakkolwiek miał na imię), który najwyraźniej nie przepada za Baelogiem. Potrafi on bez szwanku wyjść podczas wdrapywania się na różne ściany, oraz schodzenia po nich (o ile złapie się ściany). Drugą nową postacią jest zielony smok, który za pomocą latania, dofrówa (...) do najwyższych zakątków etapów. Napisałem wyżej, że Baelog stracił możliwość strzelania z łuku. Tymczasem owy smoczek (jak on się zwał?) ciska kulami ognistymi przed siebie, co wygląda znacznie efektowniej, niż płaskie strzały puszczane przez Twardziela w Wikingach I.
Awatar użytkownika
Michailoff
Moderator
Posty: 933
Rejestracja: 15 paź 2005, 11:05
Lokalizacja: Kraków

Odpowiedz z cytatem

Post autor: Michailoff »

Ja miałem na pierwszym komputerze PeCetową wersję Lost Vikings II, a ze wtedy byłem mały (hehe - 6 lat :D) - to słabo to zapamiętałem. Jednak umiejętność puszczania przez Olafa bąków utkwiła mi w pamięci ;). W fabułę się nie wgłębiałem - byłem mały, więc i tak bym zrozumiał z tego tyle, co kot napłakał. Mam wersję PeCetową Lost Vikings II, ale niestety - bez płyty nie chodzi, zaś ja takowej nie posiadam (obraz na dysku - mogę pomarzyć, żeby mi odpaliło)... Jedynkę oczywiście mam na dysku - chodzi tylko z emulatorem, ale bezbłędnie ;P.
Crimson (king) Michailoff
Kheli
Administrator Forum
Administrator Forum
Posty: 3391
Rejestracja: 03 wrz 2005, 11:20
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Odpowiedz z cytatem

Post autor: Kheli »

Ściągnij sobie Daemona i jeśli plik jest w .iso, powinieneś odpalić bez problemu.
Awatar użytkownika
Michailoff
Moderator
Posty: 933
Rejestracja: 15 paź 2005, 11:05
Lokalizacja: Kraków

Odpowiedz z cytatem

Post autor: Michailoff »

Khelben pisze:Ściągnij sobie Daemona i jeśli plik jest w .iso, powinieneś odpalić bez problemu.
Myślisz, że tego nie próbowałem? Ha! Ja mam regularnie emulowane 2-3 obrazy i naprawdę zastanawiam się, czemu nie zrobili 8 czy nawet 12 miejsc na obrazy... A wracając do tematu - opcję tą próbowałem - niestety zakończyła sie ona fiaskiem, zaś innych sposobów nie próbowałem. A cracku mogę raczej pomarzyć, ale zawsze sie może udać. Co ciekawe - Zamieć nie zapomina o swych dzielnych wikingach i jest jedna lokacja w której można spotkać naszych brodatych przyjaciół. Oczywiście nic w tym dziwnego nie było, gdyby nie fakt, iż to coś pojawiło się... W najnowszej wydanej produkcji mistrzów klawiatury, czyli World of WarCraft! Takich "wspomnień" jest więcej... Jak widać - nie ma szans, aby żadna gra Zamieci była grą abandonware, bo po prostu oni dbają o każdy swój produkt - nawet jeżeli była to gra 13 lat starsza od ich najnowszego dzieła.
Crimson (king) Michailoff
Odpowiedz