Dyrektorka widząc co się stało kazała pójść chińczykowi do dyrektora. Dwudziestolatek puścił chińczyka, a chłopiec wykorzystując sytuację podniósł prostokątną doniczkę z parapetu i rzucił nią w Orłowską (nauczycielka odsunęła się i kwiatek nie trafił ). Po nie udanym rzucie chińczyk rzucił drógą doniczką i tym razem trafił w nogę. Nagle woźny wszedł na pole bitwy i z dwudziestolatkiem trzymali napastnika. Po chwili chińczyk wydostał jedną rękę i [ocenzurowano] woźnego w oko (woźny ma śliwkę). Chwilę później weszliśmy do klasy. W trakcie lekcji słyszeliśmy jak chińczyk się drze i prosi o wolność. Po lekcji chińczyk uspokoił się i przeniesiono go w jakieś miejsce. Na lekcji historii wisiała tabliczka że jeśli chińczyk (niewiem jak on się nazywa) zaatakuje albo będzie agresywny to należy zadzwonić po policje. Nauczyciel ostrzegał nas przed nim na początku lekcji. Kolejna lekcja, chińczyk ma biologie na 2 piętrze. Nagle wstał z ławki i otworzył szybko okno chcąc wyskoczyć. W ostatniej chwili złapał go jakiś uczeń. Na kolejnych lekcjach chińczyk siedział z woźnym a na przerwach w jakiejś kajucie, też z woźnym
Przedtem podobno jeszcze w dyrektora rzucał doniczkami
Ta historia zdarzyła się naprawde dzisiaj, mój kolega nagrał kawałek więc niedługo wrzuce go na forum. Pewnie miał on jakieś ADHD czy coś gorszego
Dla niektórych ta historia nie będzie niczym nowym ale dla mnie to coś było
//powstrzymuję się od komentarza, zwracam tylko uwagę na dwie rzeczy: nie popełniaj takich rażących błędów ortograficznych, więcej nie pisz wulgaryzmów, bo w takiej wypowiedzi są całkowicie nieuzasadnione (przyjmij ode mnie pierwsze i ostatnie ostrzeżenie) i nie próbuj wrzucać tu żadnych linków do filmików. Pokolenie dzieci YouTube jest żałosne.
//lucbach