Nie mam przekonania do zaczynania wytrawnych wątków od "Dawno, dawno temu", jeżeli ktoś usiłuje uniknąć niejakiego komizmu. Chyba, że król na poczekaniu, wychowany na podobnych historiach, uformował ją w atrakcyjny sposób własnemu pupilowi. Wyraz "królestwo" w środku zdania należałoby zapisać z małej litery. Przecinek poprzedzający następny wyraz jest umieszczony w tamtym miejscu chyba przypadkowo. W ogóle całość pierwszego zdania się nie lepi. Jest miałka, poziomem odpowiadająca opisom sprzed misji. Zdanie: "Tron objął po nim król Rudolf" jest typowe dla podkreślania aktów dekapitacji uzurpatorskiego rywala, po wcześniejszej jego detronizacji oraz społecznym okryciem niesławą. Mógłbyś nazwać go: Niesław. Następujący opis pławienia się Rudolfa w promieniach własnej chwały ująłeś całkiem zgrabnie, acz ów bezimienny poprzednik przeszedł w tym fragmencie bez echa. Podnoszenie podatków jest oklepaną metodą. Nie sposób było wymyślić czegoś unikatowego? Na przykład, iżby Rudolf korzystał z usług zagranicznych wróżbitek-ladacznic, które utrzymywały swoją pozycję poprzez kopulację z dziedzicami tronu, czynienie ich bezpłodnymi, a także przetrzymywanie ostatniej bezcennej próbki królewskiego ejakulatu dla umożliwienia szantażu polegającego na wywindowaniu wieszczek ponad rodzinę królewską oraz spełnianie niecnych zachcianek. Wówczas opowiadanie nabiera smaczku. A tutaj mamy podatki... Nic nowego, nic interesującego. I oczywiście pobieranie opłat od niemajętnych. Chyba bardziej opłacalne jest skupianie się na dobrych partiach, które swoimi datkami zwiększyłyby dochód królestwa. Dalsza część opowiadania konkretyzuje paniczowi lokację przytoczonego miasteczka najjaśniejszego pana. Przypuszczam jednak, iż nie siedział z mapą nad książęcym łóżkiem, by wydobywając z siebie wieczne dziecko, w pełni entuzjazmu opowiadać z wypiekami na twarzy o szczegółach geograficznych państewka. Gdyby król nie podał "południowego-zachodu", panicz ośmieliłby się pytać o kierunki świata? Czy nie bardziej rodzinnym wyznacznikiem - a przez to lepszym i skuteczniejszym - nie mogłoby być jakieś sąsiednie miejsce, jakie synalek znałby już wcześniej (wycieczka klasowa lub coś), a z którego otoczeniem skojarzyłby mniej więcej ojcowskie położenie akcji? "Koło Krakowa, synu mój". Czy zapisując "nasza historia" chcesz zawęzić więź relacyjną między ojcem a synem? Wpływać na pokłady jego wyobraźni? Strzeżenie chłopstwa przed napadani nieokrzesańców również stanowi pomysł niskolotny. To wszystko już było. I jest to mdłe. I zaraz potem poborca podatkowy zsyła słoneczne promienie nadziei oraz odświeżonych perspektyw na głowę dorastającego króla. Coś zaskakującego. Już mnie ciekawi, co dalej. Snując domysły dzięki wczytaniu się w kolejne strofy, mogę spekulować o raczeniu się owegoż poborcy procentem z zysków. A chyba czytelnika pomysł powinien zdumieć.
Reasumując - jestem rozczarowany. Do Kółka Dziedzictwa Zwolenników Literatury bym Ciebie nie wsadził. Kurcze... tu nawet niewiele jest w sumie do poprawy. Na Twoim miejscu wymieniłbym cały materiał. Za kilka lat może. Nie wpłynęłoby to na obraz misji, którym, w przeciwieństwie do ich otoczki, nie mam właściwie aż tak wiele do zarzucenia. Scenariusz jest zły. Odprawy przed misjami są pisane na kolanie. Jakościowo różnią się od oficjalnych - choć ideowo prostych i ździebko płytkich - opisanych na stosownym poziomie. Z wojskowym, klarownym wydźwiękiem przeznaczonym dla młodocianego odbiorcy płci męskiej. Takowi rzadko domagają się więcej.

