Skrzynia biegów!
Aż miło było patrzeć
edit.
Powtórka właśnie teraz się zaczyna.
polsat sport extra
2014.07.10 01:52
Moderatorzy: kuba11100, The Viking, Moderatorzy
Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia wcale nie jest takie zerowe. Owszem, dzisiejsze tory różnią się diametralnie od dawnych, ale nawet obecnie na torach zdarzają się miejsca wyjątkowo zdradliwe, które aż się proszą o wielokrotne kraksy w trakcie wyścigów bardzo deszczowych. Czy miejsce ostatniego wypadku do takich należy - nie mnie to oceniać. Natomiast co do SC się zgodzę, a nawet pójdę o krok dalej - wyścigi polegające na przejeździe procesji za SC to nie są wyścigi. Są moim zdaniem inne metody zabezpieczania zawodników, Safety car powinien być zaś opcją ostateczną.kaszub pisze:No cóż, zbieg nieszczęśliwych okoliczności i niewiarygodny pech.
No, bo jakie jest prawdopodobieństwo uderzenia w konkretnym miejscu w bandę i w ciągu 5 minut powtórne uderzenie w tym samym miejscu i to jeszcze w maszynę ściągającą poprzednie auto?
Jak dla mnie- zerowe. A jednak się zdarzyło. Obawiam się konsekwencji tego zdarzenia, bo teraz SC może być wypuszczany sporo częściej, a to niestety- wg mnie- zabija trochę idee ścigania.
Tylko że kierowcy w tamtych czasach byli lepsi (a może raczej bardziej doświadczeni), niż dzisiaj. Obecnie byle 20-letni młokos może się przebić do F1, co dawniej nie było tak często spotykane. Z deszczem też jest oddzielna historia - zawsze jest ciekawie, gdy się taki pojawia (dobry kierowca jeździ w każdych warunkach), ale gdy na tor spada nie deszcz, a ściana wody - wtedy takie ściganie po mojemu po prostu nie ma sensu i potrafi całkowicie wypaczyć wyniki danych GP.Co do warunków pogodowych.
Hmm. Obecni kierowcy i (a raczej zwłaszcza) kibice nie pamiętają, albo nie chcą wiedzieć, jak się ścigało kiedyś.
Dwadzieścia lub więcej lat temu, przy dzisiejszych warunkach odbyłby się standardowy, ostry start, a nie procesja za SC. Niektórzy zawodnicy podczas pierwszych okrążeń mówili przez radio, że zaraz będzie potrzeba zmiany opon na przejściówki, a procesja jechała dalej. Niedługo przy pierwszych kroplach deszczu będzie czerwona flaga, bo SC to za mało.
Gdyby ktoś chciał obejrzeć naprawdę deszczowy wyścig, proponuję GP Australii- Adelaide 1991, mam go chyba jeszcze gdzieś na kasecie VHS- wtedy się działo (14 okrążeń, o ile pamiętam, dali radę przejechać). Michael Schumacher to ostatni kierowca ze starej gwardii, który pamiętał ten wyścig zza kokpitu auta.
Kierowcy w tamtych latach nie płakali, że pogoda, że deszcz, że wiatr, że nie widzą, że zimno albo gorąco.
Oczywiście wtedy wypadki śmiertelne zdarzały się i pewnie nikt nie chciałby tego dzisiaj, ale F1 to jednak królowa motorsportu, a nie niedzielna jazda do marketu- trzeba mieć jaja, jak to mówią.
Coś za dużo dobrych ludzi nam ostatnio odchodzi na zawszePodczas pisania tego posta wszedłem na onet.
Anna Przybylska zmarła.
Śmierć jednak kogoś dzisiaj wzięła

