Zabijanie swoi swoich - zamierzone czy nie?
Moderatorzy: kuba11100, The Viking, Moderatorzy
Poważna odpowiedź ...
Drodzy forumowicze,
zastanawiałem się ostatnio jak rozwiązać kwewstię naszego sporu dotyczącego niecelnych strzałów łuczników i kuszników. Wiele myślałem i w końcu olśniło mnie, ujrzałem odpowiedź, objawiła mi się nocą kiedy to miałem sen, że jestem właśnie takim jednym łucznikiem. Miałem w tym śnie tyle farta, że zostałem tym łucznikiem, który wysyłany jest na całą armię nieprzyjaciela. I tu stała się niesłychana rzecz, gdy oddałem strzał {ku memu zdumieniu celny, lecz akurat nie w tego rycerza, w którego celowałem} zacząłem uciekać. I tu ocjawiła się pierwsza rzecz dotąd nie spotykana w KAM, biegłem takim szturmem, że nawet konnica ze swą szarżą nie miała szans. Ale to akurat mało istotne i niewiele wnoszące do tematu. Kiedy ma armia szybko rozprawiła się z wrogiem, ja wreszcie mogłem wyjść zza skał i stawić czoło wrogim, groźnym i kriożerczym pomocnikom. Trafić w takie łażące chłopstwo trafić jest niezmiernie trudno, dlatego opracowałem pewną technikę. Ponieważ nie mogłem znaleźć swego sztylutu, wziąłem w moją rekę ulubioną strzałę, którą ugodziłem kiedyś niedźwiedzia i tak podchoidząc do chłoporobotników zacząłem im przebijać ciało aż ci padli na ziemie i wyparowali. Zaskoczyło mnie, że żaden z nich nie postanowił zaatakować mnie, nawet osoby z wielkimi kosami, toporami, kilofami. Całe wojsko śmiało się na leżąco gdy ja podchodziłem do farm i unikał ciosów kosami wymierzonymi w bezbronne kłosy, przypominało mi to moja sytuację. Kiedy jednak już ze wszystkimi sobie poradziłem postanowiłem zacząć burzyć podstawowe budynki, by zająć resztę państwa i cieszyć się zwycięstwem. I tutaj zaczął się poważny problem. Kiedy oddałem pierwszy celny strzał {wcześniej poćwiczyłem sobie na dżewkach - dżewkach tak jak dżem - prosze tego nie zaznaczać na celowo - o dziwo to nie jest żaden błąd} to nic się nie stało. Wziąłem więc kolejną strzałe i też nic się nie stało. Wtedy miotałem jedną strzałę za drugą lecz i to nie dawało żadnego rezultatu. dopiero jednak 48 strzała ugodziła w budynek tak, że wytworzyła sie iskra, która zapaliła suche drewno budynku. Tak powstał na nim pierwszy płomyczek. Rozochocony mymi zdolnościami zacząłem dalej wypuszczać miliony strzał {nie wiem skąd się brały, ale pomijam to - jakiś dobvry duszek musiał mi je podrzucać - o cziterstwo oskarżcie jego a nie mnie - ja tylko strzelałem}. Muszę się przyznać, że szło mi coraz lepiej, strzały spadały w miejscy gdzie płonął tamten ogień, wiatr dokonywał reszty. Jednak takie napinanie cięciwy w końcu mnie zmęczyło i postanowiłem coś zjeść. Krzyknąłem więc, że chcę żryć. Ku memu zdumieniu okrzyk poniósł się po całej doliny i doszedł do uszu jednego z podwładnych. Ten zaczął przemierzać całe połacie terenu niosą na barkach beczkę z winem. Kiedy mnie to przyniósł, byłem uradowany, uradowany jednak do czasu. Kiedy sobie popijałem wińczacho, zobaczyłem jak moja pomocnicza armia obżera się kiełbachą, chlebem i rybami. WKURZYŁO MNIE TO. Postanowiłem się zemścić. Wypuszczenie kilku milionów strzał tak mnie podszkoliło, że potrafiłem trafić w rybkę płynącą w pobliskim strumieniu. Kiedy tylko obok buynku przechodził gościu z toporem objadający się kiełbachą lub innym pokarmem, na który miałem ochotę, niby przypadkiem pudłowałem i trafiałem gościa. Zdarzało się, że poszkodowany obrywał śmiertelnie. Dla mnie to lepiej, mogłem zjeść to co on zajadał. Oczywiście po każdym takim strzale krzyczałem SORRY, które także roznosiło się po całej dolinie. W końcu jednak pierwsza armia była zniszczona. Przystąpilismy do ataku na kolejnego wroga. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że do mej armii dołączyło się kilku barbarzyńców oraz gości co miotali kamieniami. Tak mnie to rozbawiło, że ze śmiechu zwariowałem i zacząłem się kręcić w kółko {niektórzy krzyczeli, że takie chodzenie w tę i z powrotem jest bezcelowae - ja to jednak robiłem mimowolnie}. W końcu zginąłem ... i ... w tym momencie zbudziłem się.
Kiedy jadłem śniadanie naszły mnie takie refleksje:
- Armia zawsze przed bitwą powinna być najedzona
- Nie pokazuj cywilizowanej armii żadnego pospulstwa
- nie puszczajcie samotnych łuczników na całą armię, taki koleś ma później porysowaną psychikę i chore myśli gnieżdżą się w jego głowie
- Jak masz coś do łuczników to sam postaraj się zapalić budynek drewnianą strzałą
- Człowiek głodny zdolny jest do wszystkiego
Mam nadzieję, że dało wam to do myślenia. Mam nadzieję, że teraz zanim zaczniecie grać w KAM zastanowicie się co czynicie i nie będziecie mrudzić, że wsz łucznik po raz kolejny nie trafił w budynek lub zabił swego.
P.S. Jednostki lądowe też nie zawsze zapalają budynek za pierwszym razem. Sprawdzone na żołdaku.
P.S.2 Ale żem się rozpisał :}
zastanawiałem się ostatnio jak rozwiązać kwewstię naszego sporu dotyczącego niecelnych strzałów łuczników i kuszników. Wiele myślałem i w końcu olśniło mnie, ujrzałem odpowiedź, objawiła mi się nocą kiedy to miałem sen, że jestem właśnie takim jednym łucznikiem. Miałem w tym śnie tyle farta, że zostałem tym łucznikiem, który wysyłany jest na całą armię nieprzyjaciela. I tu stała się niesłychana rzecz, gdy oddałem strzał {ku memu zdumieniu celny, lecz akurat nie w tego rycerza, w którego celowałem} zacząłem uciekać. I tu ocjawiła się pierwsza rzecz dotąd nie spotykana w KAM, biegłem takim szturmem, że nawet konnica ze swą szarżą nie miała szans. Ale to akurat mało istotne i niewiele wnoszące do tematu. Kiedy ma armia szybko rozprawiła się z wrogiem, ja wreszcie mogłem wyjść zza skał i stawić czoło wrogim, groźnym i kriożerczym pomocnikom. Trafić w takie łażące chłopstwo trafić jest niezmiernie trudno, dlatego opracowałem pewną technikę. Ponieważ nie mogłem znaleźć swego sztylutu, wziąłem w moją rekę ulubioną strzałę, którą ugodziłem kiedyś niedźwiedzia i tak podchoidząc do chłoporobotników zacząłem im przebijać ciało aż ci padli na ziemie i wyparowali. Zaskoczyło mnie, że żaden z nich nie postanowił zaatakować mnie, nawet osoby z wielkimi kosami, toporami, kilofami. Całe wojsko śmiało się na leżąco gdy ja podchodziłem do farm i unikał ciosów kosami wymierzonymi w bezbronne kłosy, przypominało mi to moja sytuację. Kiedy jednak już ze wszystkimi sobie poradziłem postanowiłem zacząć burzyć podstawowe budynki, by zająć resztę państwa i cieszyć się zwycięstwem. I tutaj zaczął się poważny problem. Kiedy oddałem pierwszy celny strzał {wcześniej poćwiczyłem sobie na dżewkach - dżewkach tak jak dżem - prosze tego nie zaznaczać na celowo - o dziwo to nie jest żaden błąd} to nic się nie stało. Wziąłem więc kolejną strzałe i też nic się nie stało. Wtedy miotałem jedną strzałę za drugą lecz i to nie dawało żadnego rezultatu. dopiero jednak 48 strzała ugodziła w budynek tak, że wytworzyła sie iskra, która zapaliła suche drewno budynku. Tak powstał na nim pierwszy płomyczek. Rozochocony mymi zdolnościami zacząłem dalej wypuszczać miliony strzał {nie wiem skąd się brały, ale pomijam to - jakiś dobvry duszek musiał mi je podrzucać - o cziterstwo oskarżcie jego a nie mnie - ja tylko strzelałem}. Muszę się przyznać, że szło mi coraz lepiej, strzały spadały w miejscy gdzie płonął tamten ogień, wiatr dokonywał reszty. Jednak takie napinanie cięciwy w końcu mnie zmęczyło i postanowiłem coś zjeść. Krzyknąłem więc, że chcę żryć. Ku memu zdumieniu okrzyk poniósł się po całej doliny i doszedł do uszu jednego z podwładnych. Ten zaczął przemierzać całe połacie terenu niosą na barkach beczkę z winem. Kiedy mnie to przyniósł, byłem uradowany, uradowany jednak do czasu. Kiedy sobie popijałem wińczacho, zobaczyłem jak moja pomocnicza armia obżera się kiełbachą, chlebem i rybami. WKURZYŁO MNIE TO. Postanowiłem się zemścić. Wypuszczenie kilku milionów strzał tak mnie podszkoliło, że potrafiłem trafić w rybkę płynącą w pobliskim strumieniu. Kiedy tylko obok buynku przechodził gościu z toporem objadający się kiełbachą lub innym pokarmem, na który miałem ochotę, niby przypadkiem pudłowałem i trafiałem gościa. Zdarzało się, że poszkodowany obrywał śmiertelnie. Dla mnie to lepiej, mogłem zjeść to co on zajadał. Oczywiście po każdym takim strzale krzyczałem SORRY, które także roznosiło się po całej dolinie. W końcu jednak pierwsza armia była zniszczona. Przystąpilismy do ataku na kolejnego wroga. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że do mej armii dołączyło się kilku barbarzyńców oraz gości co miotali kamieniami. Tak mnie to rozbawiło, że ze śmiechu zwariowałem i zacząłem się kręcić w kółko {niektórzy krzyczeli, że takie chodzenie w tę i z powrotem jest bezcelowae - ja to jednak robiłem mimowolnie}. W końcu zginąłem ... i ... w tym momencie zbudziłem się.
Kiedy jadłem śniadanie naszły mnie takie refleksje:
- Armia zawsze przed bitwą powinna być najedzona
- Nie pokazuj cywilizowanej armii żadnego pospulstwa
- nie puszczajcie samotnych łuczników na całą armię, taki koleś ma później porysowaną psychikę i chore myśli gnieżdżą się w jego głowie
- Jak masz coś do łuczników to sam postaraj się zapalić budynek drewnianą strzałą
- Człowiek głodny zdolny jest do wszystkiego
Mam nadzieję, że dało wam to do myślenia. Mam nadzieję, że teraz zanim zaczniecie grać w KAM zastanowicie się co czynicie i nie będziecie mrudzić, że wsz łucznik po raz kolejny nie trafił w budynek lub zabił swego.
P.S. Jednostki lądowe też nie zawsze zapalają budynek za pierwszym razem. Sprawdzone na żołdaku.
P.S.2 Ale żem się rozpisał :}
Hmmm.. nie wątpliwie masz bardzo barwne sny. Ja na szczęście cieszę się, że mam nie co stonowane.. z resztą dzięki temu budzę sięwypoczęty a i tak nic z nich nie pamiętam. Chcąc nie chcęc jednak zapomniałeś w swym obiektywiźmie podkreślić, że nie rozmawiamy tylko o armii łuczników w grze knights and merchants, którzy nie myślą jak my, lecz są kierowani poprzez kody zerojedynkowe 01011101, ktore ułożyli odpowiednio Twórcy gry, aby stworzyć grę dla naszej zabawy.
Nie mniej jednak ja śmię twierdzić, że nie był to zamierzony cel twórców gry, aczkolwiek po wersji KAM TPR zmieniłem zdanie, bowiem dzieje sietak samo z KATAPULTĄ podczas walki z wrogiem. Często trafia ona w naszych, gdyż kamienie z katapulty trafiają w danego rycerza irycerzy stojacych obok niego (zazwyczaj naszych walczących w danej chwili z nim).
Tak więc stąd mi nasuwa się refleksja: Twórcy pomyśleli: "GŁUPI SIĘ GAPNIE A MĄDRY POWIE, ŻE TAK TRZEBA".
Nie mniej jednak ja śmię twierdzić, że nie był to zamierzony cel twórców gry, aczkolwiek po wersji KAM TPR zmieniłem zdanie, bowiem dzieje sietak samo z KATAPULTĄ podczas walki z wrogiem. Często trafia ona w naszych, gdyż kamienie z katapulty trafiają w danego rycerza irycerzy stojacych obok niego (zazwyczaj naszych walczących w danej chwili z nim).
Tak więc stąd mi nasuwa się refleksja: Twórcy pomyśleli: "GŁUPI SIĘ GAPNIE A MĄDRY POWIE, ŻE TAK TRZEBA".

-
Rafael_5000
- Użytkownik Forum
- Posty: 332
- Rejestracja: 06 sie 2005, 17:09
I dlateg owłaśnie zawsze stawiam na balisty - z resztą ich jeden strzał wystarczy aby zabić ofiarę.lucbach pisze: A balista już nie...
ot.: o takich snach pisał Zygmunt Freud
P.S. Wygląda na to, że wsród sympatyków Knightsów dorasta młody pisarz - fajnie, że my jako środowisko w którym wzrasta mamy ten zaszczyt ingerować w jego rozów intelektualny.. kto wie - może i w piśmiennictwo.
Na początek więc proponuję mu napisanie trylogii o boskim bożyszczu - Alanbachu w gawędach średniowiecznych
...
Baaaaaach!
ałaś! zostałem ukamieniowany przyz tłum

:}
Zacznijmy od tego, że nawet Balista nie zawsze uśmierca przeciwnika. Gościa co na koniu pomyka to prędzej chyba katapulta ubije {tym dodatkowym kamieniem} :}
Co się tyczy mojego piśmiennictwa, to czasami tak dziwnie mam, że mnie taka "wełna twórcza" opęta i tak jakoś idzie.
I ostatnia sprawa, myślenie w grach. Jest takie cuś jak AI komputerowe, czyli zbiór myślących zer i jedynek ... bo w kupie siła :}
Co się tyczy mojego piśmiennictwa, to czasami tak dziwnie mam, że mnie taka "wełna twórcza" opęta i tak jakoś idzie.
I ostatnia sprawa, myślenie w grach. Jest takie cuś jak AI komputerowe, czyli zbiór myślących zer i jedynek ... bo w kupie siła :}
-
lucbach
- Administrator Forum

- Posty: 1893
- Rejestracja: 24 lip 2005, 18:03
- Lokalizacja: Szczecin
- Kontakt:
Re: :}
AI zostało poprawione w kilku misjach dzięki Service Release 2.Gb.Ottis pisze:(...) I ostatnia sprawa, myślenie w grach. Jest takie cuś jak AI komputerowe, czyli zbiór myślących zer i jedynek ... bo w kupie siła :}
lucbach,
administrator knights.sztab.com
administrator knights.sztab.com
:}
Są już takie. Trzeba chwycić książkę i coś z nią zrobić, ale nie pamiętam co. Ponoć ma z tym coś wspólnego takie mału znaczki.