Od razu po starcie nie opierdzielamy się z miasteczkiem i wysyłamy wojska w to miejsce:

Łucznicy z tyłu, piechurzy po prawej, topornicy po lewej. Nie czekamy aż wróg wykorzysta swoją potęgę do zbudowania dużego proble.... znaczy armii i atakujemy od razu. Wykorzystujemy sławny trik z łucznikiem-prowokatorem (czyli wysyłamy jednego łucznika, wypuszczamy nim jedną strzałę prowokując wroga do ataku i wracamy nim). Na początku napadnie nas sama konnica, którą przybiją do ziemi strzały i podziurawią lance naszego wiernego wojska. Cały czas utrzymujemy pozycję i czekamy na manewry wroga. Następnie będziemy musieli zmierzyć się z oddziałem piechurów i toporników. Po ich pokonaniu zostaniemy już prawdopodobnie nieco osłabieni. Na końcu problem największy - ogrom łuczników wroga. Musimy się bardzo szybko ogarnąć, normalnie nie mielibyśmy szans, wykonujemy więc taki manewr:

Czyli najpierw (ważne) łuczników i toporników cofamy nad wodę, a następnie jako drugich piechurów w kierunku naszego miasta. Chodzi o odwrócenie uwagi łuczników wroga. Piechurów wysyłamy drugich, żeby łucznicy zwrócili akurat na nich uwagę. Może się to nie udać za pierwszym razem, próbujemy do skutku.

Nie podchodzimy piechurami zbyt blisko naszego miasta. Kiedy most będzie już wolny od łuczników wroga, prędko wkraczamy do miasta łucznikami i topornikami, rozpoczynamy demolkę. Piechurami tymczasem staramy się wytłuc zwabionych łuczników wroga. Zapewne się to nam nie uda i część łuczników wróci by zgnoić naszych toporników i strzelców. Niszczymy ich w miarę możliwości. Po wybiciu wszystkich delikwentów szybko pozostałością naszego wojska rozpierniczamy warownię (znajdującą się na wschodzie) i spichlerz. Następnie instynktownie już chyba rozwalamy całą połowę zdanego na nas miasta wroga. Śmiało, nikt nas już za to nie zaatakuje. Uwaga na wieże obronne znajdujące się na południu, wyznaczają granicę drugiej połowy, której tak małą siłą jeszcze nie zwojujemy xD.
I tym sposobem będziemy mieli z głowy problem z notorycznymi atakami wroga. Możemy się zająć spokojnym rozwojem miasteczka. Jak się pewnie domyślacie, to dopiero połowa sukcesu, jest jeszcze główna część miasta na południe od wandalizowanego przez nas. Jako że doszedłem właśnie jak na razie do tego momentu, nie opisałem dalszych zmagań. Powodzenia.