Raduje mnie Twoje odpisanie. Dysputa nabiera pikanterii - to lubię. Przyznaję się bez bicia, że jeszcze narzuconej styczności z
Krzyżakami i
Potopem nie miałem. Nie czytałem. Co nie znaczy, że tego z własnej nieprzymuszonej woli w przyszłości nie zrobię.

Mam część polskiej historii do nadrobienia. Bynajmniej nie odnoszę się do tychże dzieł ze specyficznym dystansem.
Być może kiedyś się skusisz na moją własną pozycję, o ile ta dotrwa do końca. Lubię, gdy czytelnicy wykazują się smaczkiem i nie sięgają po byle co. Marzenie:
co by było gdyby jest zaiste fantastycznym preludium do napisania czegoś pożytecznego. Pomyśl, czy pewne myśli nie są warte uwiecznienia w jakiejś formie. Wszystko zaczyna się od pomysłu i natchnienia.
Ten język podniosły jest okraszony imponującą dozą patosu. Przesłanie jest tak samo aktualne dziś, jak było wieki temu. Już wówczas napisali wiele prawd o ludziach dzisiejszych, nakreślili polski obraz obyczajowości, jaka zmienia się u nas w tak zwolnionym tempie. Kiedyś i nasi aktualnie piszący w Wolnej Polsce przejmą palmę pierwszeństwa w przybliżaniu realności przyszłym pokoleniom. To wszystko się spójnie ciągnie. Ta swoista podniosłość, na jaką narzekasz stanowiła wówczas o wytrawności stylu. Nie mów, że on Ciebie męczy.

Przecież masz twardą głowę i zniesiesz wszystko. Jak każdy, kto zanurza się w literackim świecie. Tamtejsza wersja języka była śliczna. Gdyby w przyszłości chociaż jego część wróciła, ach - wyobrazić sobie tylko można.
Bycie boskim, to jeszcze nie oznacza: "być Bogiem".

Stronię od bluźnierstw.
Boski to artystyczny synonim wspaniałości, piękna, powiązany bardziej już z bogami starożytnej Grecji - otóż boski Apollo. Być boskim - ślicznym, czarującym, utalentowanym, bez skazy. Bez zbędnej dosadności. Któżby się z Bogiem równać raczył?
Nabiorę chrapki na pana Sapkowskiego. Wzmacnia swą pozycję pojawieniem się na olimpiadzie. Cieszą me oko pozycje właśnie z napięciem, co zaznaczyłeś. Balans między różnymi stanami, stosowanie technik poruszania w człowieku tego, co najwrażliwsze. Ujmowanie czarownymi obrazami. Jeszcze tylko wisienkę na górze. Mawiają, iż najpierw należy w scenie wybrać całą masę ciekawych wariantów zakończenia, by je potem hurtem odrzucić. Wówczas wymyślać coś, co jeszcze nie miało okazji się przewinąć i to właśnie będzie czymś, czego czytelnik najmniej by się spodziewał.
Gorąco liczę na właśnie Hogwartowy list, by w przyszłości trafił Tobie na wycieraczkę przed domem.
Nie zauważyłeś, że pan mości Mickiewicz jak nikt inny wyłoży Ci atmosferę tamtejszych realiów? Chyba adekwatnie o historii pisują właśnie osoby wywodzące się z danego okresu. Widziały, czuły, myślały. Poddać tak humaniście zadanie z matematyki do rozwiązania, matematykowi zaś wiersz do zinterpretowania. Fantastycznie jest rozszyfrowywać zawoalowane przekazy w czyjejś twórczości. Choć kontrowersja opiera się na domniemanym podejściu do sukcesji naszych refleksji.
Artku, cieszę się, że wyraziłeś zainteresowanie Anią z Zielonego Wzgórza. W zeszłym miesiącu znów ją przeczytałem, a przede mną jeszcze zdecydowana większość serii. Nie mogę się doczekać.

Chociaż, niestety, moja recenzja może okazać się mieszana, bowiem aż tak feministycznego podejścia autorki do swojego świata się nie spodziewałem. Wydawało mi się, iż ten tytuł pokazałby wielu chłopakom newralgiczną dla społeczeństwa perspektywę postrzegania świata przez kobiety. Znajduje się wewnątrz jednak wiele smętów, przesadnie ugrzecznionych sytuacji czy osobowości. Nie było mi to na rękę (patrz: rozczarowanie), choć nie sprawia mi absolutnie trudności czytywanie dziewczęcych powieści. Patrzę tylko, kogo czym się faszeruje. Czy w tamtejszych czasach tak wiele osób mogło być nieautentycznych czy właśnie na tym polega oważ podniosłość?