Artku, z przyjemnością informuję, iż przeszedłem pierwszą misję Twojej kampanii. Właściwie to nawet w ogóle była pierwsza cudza misja, jaką ściągnąłem kiedykolwiek. Nie testowałem nawet tych z WWK. Jedynymi roboczymi projektami, jakie sprawdzałem w praktyce okazały się przed laty testowe twory Mrocznego Pana. Zamierzam teraz poddać Twe dzieło wnikliwej analizie, by recenzja była iście krwista.
Na pierwszy ogień dajmy fabułę. Jeżeli zechciałbyś się kiedyś bawić w poetę lub mieć zapatrywania na literata, wystrzegaj się może "małych plonów". Jakieś takie bez smaczku. Mógłbyś z pewnością znaleźć fachowe określenie, nawet wysublimowane. Zdania, choć dobrze skonstruowane, są jakoby nie do końca nasączone. Czuje się niedosyt. Częściowo akcent kolokwialny, a tu zaraz jakaś ładna kombinacja. Nie wiem, czy wypośrodkowanie tonu Tobie służy. Nie wiem także, czy do odkrywczych należy fakt, że królowi zależy na szczęściu podwładnych. Ładnie utworzyłeś motyw wracania władcy poprzez korytarz. "Wtem został wyrwany z zadumy" mogłoby zastąpić "uświadomił sobie". Ale generalnie nie jest źle. Poprzedza to piękną myśl zawartą w królewskiej refleksji tyczącej się tytułu, jakim go syn przyoblekł. Lubię takie kawałki. Czuć krztynę profesjonalizmu. Czy mi się zdaje, czy pomiędzy "wiesz co tato" powinien znaleźć się również przecinek? Walory ojcowskiej relacji z synem. Mam nadzieję, że doczytam się z czasem konstruktywnego pisania wieku mości panicza. Różne sfery wiekowe wykuwają w inny sposób relację rodzinną. Po wypowiedziach ojca domniemywać mogę porządności młodziana, toteż przypisałbym mu krótki okres przed raptowną adolescencją. Następca scena to adoracja dziecka przy łóżku. Rezolutność malca zwraca się z poziomem jego roztrząsanych konfliktów. Wytworny opis słowotoku targanego rozterkami chłopca koliduje z późniejszym ojcowskim łapaniem wątków i domniemywań, które są na poziomie mocno przeciętnym. Nacechowałeś odpowiednio pierwszą partię dialogu tego fragmentu. Wyziera z niej emocjonalność, czego rezultatem jest zawahanie się w wymowie - zdanie kończone wielokropkiem. Bardzo wiarygodne zadrżenie tembru głosu bohatera w tej części zagajenia. Następne zagwozdki władcy mocno przypominają moją technikę zapisu przemyśleń wynikających z zaskoczenia. Miewałem wielokroć problemy ze stosownym zapisem, czyniąc z toku myśli istny chaos pełen oczywistych i nieatrakcyjnie poddanych detali. Nie podoba mi się nieprzednia atmosfera panująca podczas wprowadzenia i bohatera, i czytelnika w nurt retrospekcji. Jeżeli pragniesz dowartościować specyficzny, ważki dla rozdziału dialog, należy również zadbać o jego osnowę. Aby czytelnik poczuł się gotów "wgłębić", a nie tylko pobieżnie przeczytać. Nie podoba mi się również wyraz zafrapowania syna zajmującą historią ojczyma. Gdyby odegrać to na scenie, efekt chyba byłby kabaretowy. Może przybliżyć wewnętrzną sferę okalającą świadomość chłopca? Podkreślając cechy... w ogóle nie bać się opowiadać. To nie jest tekst pisany na kolanie, co widać, ale intencja zdawać się może bardzo podobna. Rozpisuj się - masz pełne pole do wyobraźni. Nawet, gdy mniej czasu, to chociaż zarysujesz sobie konspekt, by później być w stanie rozwinąć i jemu, i weń swoim podopiecznym skrzydła. Kolejne frazy księcia zmniejszają jego poprzeczkę wiekową do granicy siedmiu-dziesięciu lat. Przesadnie rajcuje się niuansami w sędziwym nastawieniu ojca, które ulega zmianie. Jakby kontaktowali się po raz pierwszy od wieków. Brakuje mi swoistej więzi między nimi. Sprawiają wrażenie sobie nieznanych. Zaniedbanych komunikatywnie. Brak im wspólnego języka. Teraz doczytałem wieku lat ośmiu. Siłą dedukcji ustalałem sobie rangę wiekową. Byłem blisko. Podkreśliłeś wrażliwość dziecka na państwowe problemy, a zarazem wykreowałeś kuriozalny obraz jego reakcji, przyrównując do radości z "nowej bajki" na dobranoc. Raz zaznaczasz powagę, drugi - sielankę. Raduje mnie żądza wiedzy oraz podział obowiązków matczynych i ojcowskich. Jednak dobierasz więcej aktorów do sprawowania pieczy nad tym królewskim, żyjącym skarbem. Bohater jest zatem w jakiś sposób nadal rozpieszczony, byle nie rozpuszczony, a wychodzi z inicjatywą poznania burzliwej zapewne historii kraju. "No dobrze, synku" brzmi nie halo. Jest co prawda poprawne, niby na miejscu, ale jakieś takie na siłę. Bez uczucia. Sztuczne. Przedstawiasz czytelnikowi: cierpienie, ból oraz nienawiść, które dominować mają w toku opowieści. Jednak ów czytelnik nie odczuwa zupełnie nic związanego z takąż zapowiedzią. A chyba zależy Ci na wybudzaniu w nim chociażby namiastki ciekawości. Znów pniemy się poziomem ku górze, czytając
"O wydarzeniach, które, mam nadzieję, nigdy się nie powtórzą". Wyraźnie naszkicowany niepokój w słowach króla - czyli reakcja nieopisana, przytoczona samą konstrukcją zdania. I właściwie do konsekutywnego "słuchaj uważnie", bo dalszy ciąg nie przykuwa uwagi. Znowu w formie potocznej. Za mało stanów psychicznych prezentujesz. Nic racjonalnego nie kołata się po głowach aktorów tego opowiadania. Nieszczera ojcowska troska, by syn był wyspany. Westchnienia oraz pojawiająca się trwoga, które z kolei świadczą zapewne o dłuższym, nawet całonocnym ojcowskim wywodzie. Król prawdopodobnie w słowach nie będzie przebierał, oszczędzi sobie pomijania wątków nie nadających się do uszu wrażliwego ponoć syna. Jakby całą ową "bajkę" miał mieć gotową na poczekaniu. Reasumując - jest kilka walorów tekstu, które osobiście do mnie przemawiają, trafiają nawet w serce. Ale nie kruszą, nie miażdżą, nie porywają. Wprowadzenie jest bez polotu. "Opowieść króla" skrytykuję innym razem, patrząc, ile mi słów uciekło dla kilku nieobszernych akapitów. Również podaruję sobie w tym poście opis misji, który niechybnie pojawi się w niedalekiej przyszłości. Może nawet dzisiaj, w stosownych godzinach.
Natenczas, w dalszym ciągu drugi tekst koczaisa12 (czy jak się to tam pisało) dominuje na mojej liście rankingowej forumowych tekstów. W wolnej chwili sobie przeczytaj, jakim sytuacjami poruszysz mnie, oraz jakiej atmosfery potrzeba do podobnego przedsięwzięcia.